List bezdzietnej kobiety do „sfrustrowanej matki”

Większość kobiet prędzej czy później myśli o założeniu rodziny. Dla wielu z nas fakt posiadania dzieci jest oczywisty. Wyobrażamy sobie jak to będzie gdy na świecie pojawi się nasze pierwsze, wyczekiwane dziecko. Snujemy domysły, w głowie mając obrazki idealnego macierzyństwa, przedstawiające słodko śpiącego niemowlaka i mamę, popijającą ciepłą kawę. Tymczasem rzeczywistość nie wygląda tak różowo. Często przekonujemy się o tym dopiero w momencie przyjścia na świat dziecka. Dlatego tak bardzo irytujące są bezdzietne kobiety, które nie mając świadomości jak dużo trudu kosztuje macierzyństwo, przypinają nam łatkę sfrustrowanych matek. Mnie też jedna bezdzietna takową łatkę przypięła. 

Współczesne media prześcigają się w kreowaniu lekkiego i beztroskiego macierzyństwa. Wystarczy wejść na Instagram i przejrzeć zdjęcia tzw. instamam. Rzadko która doda fotkę po nieprzespanej nocy, z podkrążonymi oczami i bałaganem w tle. Zamiast tego mamy wypoczętą kobietę, w pełnym makijażu na spacerze z dzieckiem, które słodko śpi. Ten, kto ma dzieci wie, że taki obrazek to nie codzienność, a jedynie jej element, na dodatek dość rzadki. Na ową codzienność składa się bowiem wiele zmartwień, pracy i trudu dnia codziennego. Macierzyństwo to nasz świadomy wybór.  Matki oddają swoim dzieciom wszystko co najcenniejsze – swój czas, swoją miłość, zaangażowanie.

Miłości do dziecka nie można przyrównać do niczego innego. To miłość nie mająca granic, która nigdy mimo zmęczenia czy złości nie mija. W momencie narodzin dziecka niesamowite jest to, że patrząc na nie przestajesz czuć poporodowy ból. Sam widok niemowlaka, który jest Twój i tylko Twój jest nie do opisania. Ja do tej pory mam w pamięci moment, kiedy pierwszy raz ujrzałam swoje córeczki. Moment, od którego wszystko się zmieniło. Zaczęłam troszczyć się nie tylko o siebie czy męża, ale przede wszystkim o nasze dziecko.

Strach to drugie imię macierzyństwa. Kiedyś myślałam, że ciąża to wspaniałe 9 miesięcy – nie trzeba martwić się o dietę, a wszyscy wokół spełniają Twoje zachcianki. Oczywiście było tak, ale zanim zostałam matką nigdy w życiu nie pomyślałabym, że zarówno ciąża jak  i macierzyństwo to ciągły strach o dziecko. Najpierw martwisz się, czy ciąża będzie donoszona, później czy dziecko będzie zdrowe, a gdy się narodzi ten strach wcale nie mija, a wręcz rośnie. „Czemu ono jeszcze nie siada, powinno już raczkować, kiedy wypowie pierwsze słowo?” Te i inne problemy martwią wiele mam. To uczucie mi również nie jest obce. Śmiało mogę stwierdzić, że moje dzieci odwiedziły więcej lekarzy niż ja w całym swoim życiu. To wszystko z troski o zdrowie i życie osób dla nas najcenniejszych – naszych dzieci.

Macierzyństwo to ciężki kawałek chleba, i celowo użyłam tutaj takiego określenia. To praca, na dodatek ciężka – fizyczna i psychiczna przez 24h na dobę. Ten, kto tego nie doświadczył nie wie, ile nas MATKI to kosztuje. Dzisiejszy tekst to pewnego rodzaju APEL do wszystkich bezdzietnych, którzy czują się zobowiązani do oceniania i oczerniania matek, robiąc z nas sfrustrowane furiatki-wariatki. Chciałabym w końcu zakończyć tę bezsensowną wojnę na argumenty pomiędzy osobami, które mają dzieci, a tymi które ich nie planują. Te dwie strony nigdy się bowiem nie zrozumieją, bo aby się zrozumieć trzeba pewnych rzeczy doświadczyć. To tak samo jak żyjąc w pełnym dóbr kraju, mielibyśmy zrozumieć głodnych z trzeciego świata. Niby potrafimy sobie to wyobrazić, ale nigdy tego nie przeżyliśmy, więc nie wiem jakie to uczucie. Podsumowując, chciałabym prosić Was o jedno – o wzajemny szacunek i skończenie dyskusji pod tytułem: kto ma lepiej. Pozwólmy każdemu żyć tak jak chce, z dziećmi czy bez J.

A czy Tobie ktoś przykleił łatkę sfrustrowanej furiatki-warjatki? Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa waszych historii. 

 

List bezdzietnej kobiety do „sfrustrowanej matki”
3.88 (77.5%) 8 głosów

Udostępnij:

1 comment

  1. Bardzo dobry tekst. Czytam go i jest tam napisana cała prawda a łatki matki wariatki to chyba każdy z nas ma! Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz