Co na chandrę w jesienne dni?

Nie lubię jesieni. Słońce nie grzeje już tak mocno, jest zimno i ciemno. Przyroda kładzie się do snu. Owszem, może jesienne liście mają piękne kolory, ale zaraz ich nie będzie, a ja będę patrzeć na gołe, smutne gałęzie drzew. I tak aż do wiosny… Nic dziwnego, że jesienią dopada mnie chandra i przeziębienia. Nie należę jednak do osób, które lubią się jej poddawać. Po prostu fajnie jest czuć się dobrze, nawet jeśli pogoda na zewnątrz nie zachęca do wyjścia, a na ciepłe lato (i wakacje!) trzeba czekać kolejny rok. Mam więc kilka sprawdzonych sposobów na jesienne smutki. Jesienią najgorsze są dla mnie poranki. Mgła, wilgoć i krótkie dnie nie pomagają wstać z łóżka (a przecież trzeba).

Staram się nie wylegiwać tylko od razu wyskakuję, ubieram się w dres i robię szybką, poranną gimnastykę. Nie tylko pomaga mi rozruszać się i rozgrzać po spaniu, ale również pobudza. Dzięki temu łatwiej mi wejść w dzień i od razu zabrać się za rodzinne, domowe i zawodowe obowiązki. Zanim zacznę pracę wypijam też kubek czarnej kawy z miodem. Lubię ten zastrzyk porannej energii, bo pomaga mi pokonać jesiennego lenia i budzi mózg do pracy. Czasami, gdy jest wyjątkowo trudno, pozwalam sobie też na ciasteczko.

Jesienią staram się bardziej dbać o odporność – i swoją, i dzieci. Gdy jestem przeziębiona lub czuję się chora od razu łapie mnie chandra. Staram się więc tego unikać – chyba nikt nie lubi chorować… Moje metody są proste i naturalne. I – co najważniejsze – sprawdzają się od lat. Całą rodziną pijemy codziennie prawdziwy syrop z czarnego bzu. Uzupełniam również witaminy (zwłaszcza witaminę D i C), bo wiadomo, że zimą trudniej o świeże, wartościowe warzywa i owoce. A mój organizm musi mieć siłę by zwalczyć infekcje, bo jak wiadomo – mamą jest się przez całą dobę i nie ma czasu na chorowanie.

Na chandrę pomaga mi też spacer z kijkami lub zabawy z dziećmi na świeżym powietrzu. Nawet gdy nie ma słońca wychodzimy się przejść, bierzemy piłki, rowerki i hulajnogi. Pilnuję by dzieci miały czapki i rękawiczki, ale staram się ich nie przegrzewać – jak jeżdżą i biegają to jest im ciepło. Podziwiamy jesienne kolory liści, zbieramy kasztany, gramy w „jakie to drzewo”, chowanego i berka. Takie wyjścia to dla mnie zastrzyk energii. Po powrocie, chociaż fizycznie czuję się zmęczona, to chandra ulatuje gdzieś daleko, a ja jestem w doskonałym humorze i z uśmiechem na twarzy kończę dzień. Jeżeli pogoda nie nadaje się do niczego gramy w planszówki, karty lub układamy puzzle. Gdy chandra nie chce odpuścić mimo tego wszystkiego, po prostu pozwalam sobie poleniuchować. Organizm czasami potrzebuje trochę odpoczynku po letnich szaleństwach i napiętych czasowo dniach.

Zapadam wtedy z kubkiem gorącej czekolady  pod kocem i puszczam sobie ulubiony serial lub biorę książkę. Czekolada rozgrzewa mnie, a oglądanie wciąga i szybko zapominam o jesiennej chandrze. Otulające ciepło sprawia, że często zdrzemnę się na chwilę i przegapiam ważne wydarzenia w filmie.

Kocyk i odpoczynek są również świetną metodą, gdy coś „mnie bierze”. Pierwsze objawy kataru lub bólu gardła leczę podobnie, tyle że zamiast czekolady robię sobie herbaty z miodem. Miód świetnie mi robi zwłaszcza na chrypkę i obolałe gardło – przestaje na jakiś czas drapać, a ja przestaję co chwilę chrząkać i pokasływać.

Dziewczynki nie lubią herbaty z miodem, więc podaję im trochę miodu na łyżeczce. Smakuje jak najsłodszy cukierek, a jednocześnie koi i nawilża gardło. Wszystkie specjały na jesienną chandrę kupuje w moim ulubionym sklepie Venosa  – świat kawy i herbaty, miodu oraz innych dodatków. Polecam serdecznie bo produkty są najwyższej jakości. Moje dzieci zakochały się w smaku gorącej czekolady i miodu. Chandra nie musi psuć nam jesieni. Dalej, czas zakasać rękawy i uśmiechnąć się do kolorowych liści i deszczu spływającego po szybach. Ty też możesz przegonić jesienne smutki i czuć się dobrze! Spróbuj!

Co na chandrę w jesienne dni?
5 (100%) 2 głosów

Udostępnij:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.