Nie zapomnę tej majówki do końca życia

Historia Agnieszki.

Majówka w tym roku miała być wyjątkowa. Chyba wszyscy, jak tylko zobaczyli, że w kalendarzu jest aż tyle wolnego to wzięli sobie urlop. Moi znajomi tak zrobili, więc mąż też nie miał wyjścia 😉. Umówiliśmy się, że ten czas będzie nieco zwariowany, że pozwolimy sobie na więcej, jak za młodych lat. Czekałam jak na szpilkach co wymyśli!

Okazało się, że mojemu małżonkowi wcale nie brak romantyzmu! Kiedy przyszedł na kilka dni przed majówką do domu z tajemniczą miną, wiedziałam że coś się święci. Nie pomyliłam się. Przy kolacji był mało rozmowny, ale ten błysk w oku… udawałam, że nic nie zauważam. Położyłam spać naszego młodszego synka, pomogłam umyć się starszemu, zajęłam się sprzątaniem i prasowaniem.

Dopiero gdy dzieciaki zasnęły dowiedziałam się jaka niespodzianka na mnie czeka.

WENECJA!

O rany, jak ja marzyłam żeby zobaczyć gondole i Plac Świętego Marka! Wypić prawdziwą włoską kawę, zjeść prawdziwą włoską pizzę! Moje marzenia leżały teraz przede mną w postaci biletów lotniczych właśnie tam – DO WENECJI. Po prostu oszalałam z radości!!!

Spać oczywiście nie mogłam. Następnego dnia, po ogarnięciu dzieciaków zaraz zaczęłam planowanie. Co zabrać ze sobą? Czy dzieci mają ciuchy na podróż? Co do apteczki, jaki krem na słońce, coś na odciski, sandały czy tenisówki? A jak będzie lało? Kurtki deszczowe koniecznie! Lista rzeczy puchła, ale ja nie chciałam by cokolwiek zepsuło mi wyjazd.

Pół dnia spędziłam w Internecie wyszukując informacje o zabytkach i zwiedzaniu. Czy muzea będą otwarte? A może zamykają je 1 maja bo to święto? Druga lista – miejsc do odwiedzenia – też szybko była gotowa.

Nastrój podniecenia nie opuszczał mnie przez cały tydzień, który pozostał nam do wylotu. W domu rosły kupki rzeczy do wzięcia, walizki przywędrowały ze strychu i wietrzyły się na balkonie. Szalałam z radości, a mąż tylko śmiał się patrząc na te moje szaleństwa. Dawno nie sprawił mi tyle radości i nie zrobił takiej niespodzianki. Co tu dużo mówić – od urodzenia Jaśka pół roku temu nie mieliśmy czasu dla siebie i biegaliśmy uwiązani codziennymi obowiązkami. Ten wyjazd miał dać nam trochę oddechu.

Dzień przed wylotem wszystko już było gotowe. Papiery, rezerwacja noclegu, walizki stojące równo w kącie pokoju, euro na wyjazd. Rzeczy do ubrania na jutro. Popłacone rachunki. Babcia zatrudniona do podlewania kwiatków i karmienia kota. Zamykałam drzwi z przekonaniem, że wszystko ogarnęłam i właśnie zaczyna się super majówka z rodziną.

Na lotnisku byliśmy wcześniej, żeby nie stać w kolejkach do odprawy. Gdy podeszłam do stanowiska, już widziałam się w samolocie, patrzącą w dół na małe domki, witającą Morze Śródziemne i cudne, włoskie słońce.

Dokumenty poproszę – powiedziała urzędniczka. Podałam jej dowody osobiste i swój paszport. Przejrzała je, sprawdziła nas w jakimś rejestrze, po czym wskazała na Jasia – brakuje jego dowodu osobistego.

Skamieniałam. Po prostu zamieniłam się w słup soli. Czas przestał płynąć. W żołądku poczułam wielką kulę, szybko zalała mnie fala gorąca, serce zaczęło trzepotać. Zrobiło mi się niedobrze, krew zapulsowała mi w skroniach. Poczułam jak uginają się pode mną kolana. Dowód osobisty Jasia! Chryste, przecież nie mam dowodu dla dziecka! Nie wyrobiłam, bo nie było potrzeby! Kto mógł przewidzieć, że polecimy na majówkę do Europy?!

Proszę pani? – urzędniczka zrobiła surową minę – proszę pani, proszę o dowód osobisty dziecka. Bez niego nie mogę pani wpuścić na pokład.

ja… – wybąkałam nie wiedząc co powiedzieć – ja… nie mam. Nie zdążyłam

W takim razie dziecko nie może wejść do samolotu. Proszę się odsunąć, nie blokować przejścia – urzędniczka była nieubłagana. – Za chwilę przyjdzie do państwa urzędnik, który ustali czy macie państwo prawo do opieki nad tym dzieckiem.

Spojrzała na mnie jakby przepraszająco – Takie są procedury. Musimy sprawdzić czy to nie porwanie rodzicielskie.

Porwanie? Porwanie rodzicielskie?

Popatrzyłam na Marcina, był równie blady i zaskoczony. Zapomnieliśmy o tak ważnej rzeczy! Jak to mogło się stać? Nasz samolot czekał już na płycie, a my staliśmy tu nie mogąc do niego wejść z powodu jakiegoś papierka!

Trzęsły mi się ręce, zaczęłam płakać. Marcin, równie zszokowany przytulił mnie i pocieszał, ale widziałam, że też go zamurowało. Czekaliśmy aż urzędnicy potwierdzą, że możemy zabrać Jasia do domu. Tylko Tomek szarpał mnie za nogawkę i pytał kiedy wreszcie polecimy tym samolotem.

Koniecznie dajcie znać, czy znacie podobne historie? Uwierzcie, że takie historie naprawdę się zdarzają. Jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego już mój następny wpis będzie dotyczył właśnie samej procedury wyrabiania dowodów osobistych i paszportów. 🙂

Warto też przed wylotem sprawdzić ważność dowodu osobistego czy paszportu, ale o tym w moim kolejnym poście :).

Nie zapomnę tej majówki do końca życia
4.7 (93.33%) 3 głosów

Udostępnij:

1 comment

  1. Ja byłam raz samolotem za granicą i na szczęście nic takiego mi się nie przydarzyło. Ale ja jechałam sama i sto razy wszystko sprawdzałam. Chociaż nie, miałam niespodziankę po rozpakowaniu walizki! Okazało się, że mama z siostrą mi ją trochę przepakowały i nie miałam żadnych dżinsów ani spódnic za to pełno polarów. Dodam, że wyjeżdżałam na pół roku, nie na wakacje.

Dodaj komentarz