Podejrzewam męża o zdradę

Historia Eweliny.

Znowu do niego napisała!

Kiedy Jarek poszedł pod prysznic wzięłam jego komórkę. Od „Marzenki” były dwa smsy.

Pamiętaj Słonko o kosztorysie! Jutro ASAP – o 14.00 prezentacja!

I drugi równie głupkowaty: Co ty byś zrobił beze mnie? Twoja przypominajka i uśmiechnięta buźka.

– Marzena działała na mnie jak płachta na byka. Współpracownica Jarka w projekcie, który robili w pracy. Duży projekt, konkretna kasa – cieszyłam się gdy Jarka do niego wciągnęli. Co prawda miał mieć trochę nadgodzin, ale dla nas był to duży zastrzyk finansowy. Kto ma kredyt we frankach i małe dziecko ten wie o czy mowa…

Potem pojawiła się ona. Piękna. Smukła. Elegancka. Z wymalowanymi paznokciami i pełnym, nieskazitelnym makijażem. W garsonce za miliony monet. Zazdrościłam jej takiej prezencji, ale wiadomo – singielka, bez dzieci, dobrze zarabiająca… mogła sobie pozwolić na te wszystkie kosmetyczki, manicure raz w tygodniu i fryzjera.

Pewnego wieczoru przywiozła jakieś papiery do projektu. Gdy otwierałam jej drzwi poczułam się jak brzydkie kaczątko. Ja po ciąży, z dzieckiem na ręku, z potarganymi włosami i w dresie, bo tak akurat było mi wygodniej do kąpania małego. Ona nieskazitelna w każdym calu, wręczyła mi plik papierów i poprosiła o przekazanie mężowi. Wydawało mi się że widzę u niej pogardę. Ten facet dla takiej paskudy stracił głowę? – mówiły jej oczy. Złe oczy. Złośliwe. Zaborcze.

Pomachała Jarkowi, który właśnie zszedł z góry i zaszczebiotała: Pamiętaj Jareczku, jutro musimy razem siąść nad marketingiem! Mój mąż rozpromienił się i również jej pomachał. Pamiętam Marzenko, do zobaczenia!

Jareczku? Marzenko?

Poczułam się jak kretynka z tymi papierami w jednej ręce i z dzieckiem w drugiej. I już wiedziałam, że między nimi coś iskrzy.

Jeszcze tego samego dnia zajrzałam do telefonu męża – znałam PIN bo często robiliśmy fotki naszego synka, z mojego nie wychodziły takie dobre. To co znalazłam przerosło mnie.

Jareczku było w każdym sms-ie. Pisała do niego też słoneczko i pieseczku. Kokietowała. Wysyłała mmsy od siebie z domu, że niby pracuje, a w tle kieliszek wina i seksowne ciuchy. Potrafiła mu nawet wysłać zdjęcie swoich świeżo zrobionych paznokci i chwaliła się nową fryzurą!

Zagotowałam się! Wściekłam! Jakieś babiszcze chciało mi odbić męża, a on jak każdy facet leciał na te gierki! Zrobiłam mu karczemną awanturę. Nie widzisz jak ona tobą manipuluje – krzyczałam – owija cię wokół palca, rozbije nasze małżeństwo!

Jarek był zaskoczony moim wybuchem. – Kochanie, uspokój się, nic nas nie łączy. To tylko koleżanka z pracy. Pracujemy razem w tym samym projekcie, to normalne że się spotykamy i rozmawiamy. I że wymieniamy smsy – tłumaczył się.

Nie wierzę Ci – wyłam – Pieseczku? Słoneczko? To jest „tylko praca”? Powiedz lepiej, że już mnie nie kochasz! 

Nic mnie z nią nie łączy poza pracą – podniósł w końcu głos. A potem wyszedł na spacer by ochłonąć. Zabrał telefon. Czy dzwonił do niej opowiedzieć jaką scenę mu zrobiłam? Na pewno!

Jeszcze gorzej poczułam się kilka dni temu. Okazało się, że mój mąż i ta baba jadą razem na szkolenie z zarządzania projektem, na 3 dni. Chodziłam naburmuszona cały dzień, nawet symulowałam że się źle czuję, żeby z nią nie pojechał. Jednak niewiele to dało. Zostałam sama, mając z nim tylko kontakt telefoniczny i przez skype. Pod warunkiem że chciał ze mną rozmawiać, bo zazwyczaj nie miał czasu.

Nie teraz kochanie, zaraz zaczynamy kolejną sesję! – a w tle słyszałam śmiechy i zabawę.

Nie mogłem rozmawiać wieczorem bo mieliśmy wieczorek integracyjny – przepraszał w porannym sms-ie. Już ja wiedziałam jak wyglądają wieczorki integracyjne na szkoleniach wyjazdowych. Oczyma wyobraźni widziałam ich razem. Nie mogłam znieść myśli, że on jest tam Z NIĄ.

Gdy wrócił szybko zwinęłam mu telefon i zamknęłam się w łazience. Smsów o dziwo nie było więcej niż przed wyjazdem. No tak – wytłumaczyłam sobie – przecież nie musieli smsować jak mieszkali dwa pokoje od siebie! Przepytałam też Jarka jak było na szkoleniu, co się działo, jak spędzał czas… Odpowiadał niechętnie, wykręcał się, że to sprawy firmowe, których i tak nie zrozumiem. Pewnie ONA by zrozumiała, a głupia żona nie…

Wczoraj zaproponowałam mu żeby zrezygnował z udziału w tym projekcie. Popatrzył na mnie jak na kosmitę. – Chyba żartujesz –powiedział – przecież to jedna z najlepszych propozycji finansowych jakie mi się trafiły w ostatnim czasie i prawdziwy awans! Jestem odpowiedzialny za część dużego przedsięwzięcia, zarządzam ludźmi, czemu miałbym zrezygnować?

– Nie chcę żebyś pracował z Marzeną – postanowiłam wyłożyć karty na stół.

Był zaskoczony. – Dlaczego? To świetna specjalistka i dobry pracownik…

– Bo ona na ciebie poluje! Chce cię uwieść, jeżeli już tego nie zrobiła! – krzyknęłam wkurzona. Nieźle udawał że nic się nie stało. Że ona jest tylko pracownikiem.

Joaśka, nie wiem co ci odbiło, ale lecz się bo cię ta zazdrość zeżre do końca – powiedział i wyszedł. Zostałam sama.

Nie ufam mu. Ona na pewno z nim kręci.

Podejrzewam męża o zdradę
4.1 (82%) 10 głosów

Udostępnij:

1 comment

  1. Ja tez nie ufam koleżankom z pracy mojego męża! Te wspólne projekciki i wyjazdy służbowe,tez jestem czujna.

Dodaj komentarz