Jestem samotną matką. Historia Darii.

Historia Darii.

Samotna matka to ja. Kobieta z dzieckiem. Pewnie porzucona przez męża lub chłopaka.

Tysiąc razy obiecywałam sobie, że nie będę się przejmować. Niech sobie ludzie gadają co chcą.

I tysiąc razy się przejmowałam. Nie umiem się wyrwać z zaklętego kręgu przyklejania etykietek, mimo że moja historia jest nieco inna.

Zastanawiam się, czemu o samotnych matkach myśli się źle? Czy ciężar odpowiedzialności, który nosimy na swoich barkach, nie jest wystarczająco duży i wszyscy muszą nam jeszcze dowalić? Czemu nikt nie myśli o tym jak nam trudno i ile musimy poświęcić?

Opieka nad dzieckiem – to przecież nie jest byle co!

Najtrudniej jest wieczorami, zwłaszcza kiedy mały jest chory. Jestem koszmarnie zmęczona, a mam jeszcze zaległości z pracy do odrobienia (ktoś przecież musiał zostać z dzieckiem cały dzień). Jeżeli zaśnie, to pół biedy. Gorzej kiedy gorączkuje lub kaszle – wtedy mam nockę z głowy. Sama z dzieckiem. Sama przeciw chorobie. Żadnego wsparcia. Samotność bywa dla mnie zabójcza. Czasami mam ochotę usiąść i płakać gdy widzę te uśmiechnięte rodziny z dziećmi w wózkach. Trzymających się za ręce staruszków. Ja będę miała do końca życia tylko mojego syna.

Jednak najtrudniejsze jest to, że nie mam z kim podzielić się tą całą odpowiedzialnością, która na mnie spadła. Moi rodzice pomagają mi jak mogą, młody już chodzi do przedszkola, więc mam czas by pracować na etat. Ciągle jednak w domu brakuje jego – Wielkiego Nieobecnego.

Gdy dowiedział się o ciąży po prostu uciekł. Przez jakiś czas wydawało mi się, że uda się to wszystko ułożyć. Spotkaliśmy się, rozmawialiśmy. Obiecał, że pomoże przy dziecku, nawet wydawało mi się, że się zaczął cieszyć tym, że zostanie ojcem. A potem wypadek przekreślił wszystkie nadzieje. Jeden pijany kierowca, który wyjechał z bocznej dróżki, właśnie wtedy, właśnie w tym miejscu. Potem walka o życie, szpital, intensywna terapia i lekarze rozkładający ręce. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy zrobić. Przykro nam.

Mi to dopiero było przykro. W ciąży, sama, zostawiona z całym życiem na karku. Wtedy gdy wszystko zaczynało się układać…

Depresja. Żyłam jedynie dla dziecka. I to był dobry wybór. Mimo wielu ciężkich chwil warto było – dla niego.

Mój Mateusz jest kochanym chłopakiem. Spokojny, zrównoważony, jakby zbyt dojrzały jak na swoje lata. Wiem, że wychowywanie się bez ojca nie jest dla niego łatwe. Wiem, że chciałby z kimś pograć w piłkę, oglądnąć mecz czy pogadać na męskie tematy. Nie może – bo taty już nie ma. Też odczuwa ten brak, może nawet mocniej niż ja. Ale nie pokazuje tego po sobie. Ja też nie. Jesteśmy dla siebie całym światem, dbamy o siebie nawzajem. Jestem szczęśliwa, mimo że łatka samotnej matki przylgnęła do mnie na dobre.

Najbardziej wkurzają mnie ludzie, którzy z politowaniem komentują nie wiedząc co się stało. Samotna matka, ojej, jakie to przykre… (w domyśle: porzucił cię i zostałaś sama z dzieckiem)?

Irytuje mnie też ludzka obojętność. Czy nikt nie zdaje sobie sprawy z jakimi problemami musi się zmagać samotny rodzic? Że nie ma chwili dla siebie, bo nie zostawi przecież dziecka? Że nie może imprezować wieczorami, bo rano znów musi być „na chodzie”? Że jak trzeba gdzieś pojechać to odmawia, bo nie ma z kim zostawić dziecka?

Nie chcę by Mateusz mieszkał w świetlicach. Wystarczy mu to, że ma tylko mnie. Chcę by wiedział, że jest kochany i chciany; by nie czuł się jak zbędny balast. Tylko nikt nie chce mi w tym pomóc.

W urzędach – znieczulica, czynne od – do i proszę zostawić dokumenty. Brakuje papierka, brakuje podpisu. W szkole kose spojrzenia innych rodziców – to ta co sama syna wychowuje. Nie rozpowiadam o swoim życiu, więc mam łatkę puszczalskiej. W kościele – problemy, bo jak to tak dziecko bez męża i ślubu…? Ręce opadają.

Ale jak patrzę na śpiącego synka, to wiem, że było warto czekać na niego 9 miesięcy, wstawać po nocach gdy miał kolki, karmić co 2 godziny, przewijać i głaskać po brzuszku. Jest w nim część tego człowieka, którego kochałam. Który był dla mnie całym światem. Jedyne co mi po nim zostało to rysy twarzy, które widzę w moim dziecku. Te same ciemne oczy i te same kruczoczarne włosy. Wykapany tata. I ten uśmiech dla którego straciłam głowę.

Teraz syn jest moim światełkiem w tunelu. Mimo trudności, z jakimi muszę się mierzyć na co dzień, wiem że kiedyś przyjdzie i mi podziękuję. Dziękuję mamo za to że byłaś ze mną. Za to że się mną opiekowałaś. Teraz ja zaopiekuję się tobą.

Na razie razem puszczamy latawce, zwiedzamy parki technologiczne i sprawdzamy kto wygrywa ekstraklasę. Jestem rodzicem na dwa etaty. Znam się na piłce, znam na gotowaniu i umiem zmienić dziurawe koło w rowerze. I razem z synem odkrywam świat, który bez niego nie byłby tak piękny i zachwycający.

Ja, samotna matka. Jestem z  tego dumna. Kobieta która daje radę.

A Ty dajesz rade?

Jestem samotną matką. Historia Darii.
5 (100%) 2 głosów

Udostępnij:

1 comment

  1. Ja myślę, że samotne matki w ogóle są krytykowane w naszym kraju. Zero pomocy tez od państwa. Mają ciężko wiem to, ale co zrobić. życie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.