Dlaczego moja rodzina je kiszonki?

Zima to trudny okres dla dzieci i nas rodziców. Wychodzenie z ciepłego na mróz, zimny wiatr, śnieg, przemoczone buty – to wszystko sprawia, że łatwo o przeziębienie i katar.

Kiszonki powoli wracają do łask, nie tylko z powodu łatwości przechowywania i przygotowywania. Przede wszystkim ich zaletą jest pozytywny wpływ na zdrowie.

Nie wiem czy wiecie, ale kiszonki to mnóstwo witamin i składników mineralnych. W zimie, kiedy trudno o świeże warzywa i owoce, te ukiszone świetnie się sprawdzają w roli surówek, dodatków do kanapek, a nawet jako osobna przekąska. Tym bardziej, że kisić można właściwie wszystko. Moja babcia robiła głównie ogórki i kapustę, ale już moja mama eksperymentowała z innymi warzywami. I tak, na naszym stole lądowały kiszone kalafiory, buraki, papryka i cukinia. Do chleba dostawaliśmy pomidory, a na przekąskę również jabłka i gruszki. Wszystko było naprawdę pyszne!

Kiszonki mają też bardzo dobry wpływ na trawienie, bo dużo w nich błonnika. Gdy w ciąży miałam problem z zaparciami jadłam dużo kapusty kiszonej. Uwierzcie mi, problem szybko się skończył. Ogórków też nie umiałam sobie odmówić… 😊 Zresztą same wiecie jak to jest ze smakami!

Ja do zalet kiszonek zaliczam jeszcze jedną rzecz. Przeczytałam, że w procesie kiszenia część cukru zamienia się w kwas mlekowy, który jest dobry dla organizmu. To naturalny probiotyk, pomagający utrzymać właściwą florę bakteryjną w jelitach. Zamiast łykać sztuczne preparaty wystarczy więc zjeść trochę ukiszonych warzyw lub owoców, by potrzebne bakterie zamieszkały tam gdzie trzeba i pomagały utrzymać odporność oraz dobre trawienie.

Moje dzieci najpierw kręciły nosem, ale szybko nauczyły się jeść kiszonki. Udało mi się nawet sprawić by traktowały je jako przekąskę, zamiast słodyczy. Kiedy razem oglądamy film, pod ręką mamy plastry kiszonej marchewki, ogóreczki i jabłka. Są pycha! Staram się też by kiszonki gościły przynajmniej raz dziennie na stole, czy to w formie surówki do obiadu, czy też jako zdrowy dodatek do kanapek.

Co ważne, kiszonki można jeść bez obaw, bo – przez to, że część cukru jest fermentowana – są niskokaloryczne. Zobaczcie same, znajdziecie je w każdej diecie! Można się nimi najeść, ale nie powodują napadów „wilczego głodu”. Podobno obniżają też poziom złego cholesterolu.

Oczywiście kiszonki kiszonkom nierówne. Najlepsze są te, które zrobicie samodzielnie – wtedy proces fermentacji trwa tyle ile powinien i wiecie co wrzucacie do słoika. Inaczej jest z produktami robionymi w sposób przemysłowy. One są zakwaszane dodatkowo, żeby szybciej sfermentowały. Mają przez to mniej witamin i minerałów. Warto więc jesienią pomyśleć o swojej rodzinie i zrobić kilka słoiczków na mroźne, zimowe wieczory. To naprawdę nie jest dużo pracy! Wystarczy jedno popołudnie by mieć pod dostatkiem zdrowych przetworów.

Kontynuuję tradycje rodzinne, bo bardzo mi zależy na tym, by moja rodzina odżywiała się zdrowo. To ważne, zwłaszcza w zimie, żeby organizm dostał wszystkie witaminy i niezbędne składniki – tylko wtedy będzie mógł się bronić przed chorobami. Dlatego sama przygotowuję jesienią kiszonki według sprawdzonego przepisu mojej mamy. To banalnie proste – wystarczy zalać umyte warzywa solanką, dodać przyprawy (my uwielbiamy ziele angielskie i jałowiec) i zostawić do sfermentowania. Korzystamy z nich przez całą zimę, jesteśmy zdrowi i pełni energii!

A Ty lubisz kiszonki?

Dlaczego moja rodzina je kiszonki?
5 (100%) 1 głosów

Udostępnij:

4 comments

  1. No ja powoli wprowadzam kiszonki do diety moich domowników, idzie to na razie opornie ale wiem, że wytrwam. Sama uwielbiam jedzenie tego typu i jestem świadoma jak zdrowe są to rzeczy!

  2. Cieszę się, że znów będę mogła czytać Twoje wpisy:) dobrze, że już wróciłyście do zdrowia.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.